8 mila – reż. Curtis Hanson

Jeżeli naczelny raper białego hip-hopu uczestniczy w filmie, jaką będzie miał rolę? Tak, główną. A jeżeli film będzie niemal równolegle wychodził z jego najnowszym krążkiem, to jaki będzie to film? Tak, hip-hopowy. Rabbit (Eminem) ma przegrane – żyje w przyczepie z wiecznie zachlaną matką i młodszą siostrzyczką. Próbuje swoich sił w lokalnych bitwach na rymy, gdzie nie spotyka się z absolutnie żadną akceptacja. Biali bowiem ani skakać, ani rymować nie potrafią – jak twierdzą czarne, gangsterskie typy. Rabbit, turbowany od małego przez życie, chce pokazać, że jest inaczej, wspierany przez swoich ziomków, ale ścigany jednocześnie przez okoliczny gang, któremu podpadł. Była histeria na ten film, zanim jeszcze pojawił się w kinach. Wtedy Eminem był na szczycie, a każdy jego zwolennik – a tych była ogromna ilość – chciał zobaczyć swojego guru w innej, równie kozackiej roli. Wyszło mu całkiem przyzwoicie. Co prawda, można powiedzieć, że po trosze jest to jego historia, ale w rzeczywistości nie ma wiele wspólnego z jego życiem. Ale dopasował się do tej roli – to jego pełne nienawiści spojrzenia, które rozsyła w teledyskach, tutaj także zdało egzamin. Ogólnie, film nieco przegadany, brak mu trochę dynamizmu. Ale nie jest źle.

Tagi dodane przez profesora Dudka do tego kulturalnego wpisu:, , .