Zwariowany piątek – reż. Mark S. Waters

Film z czasów, kiedy ktoś taki jak Lindsay Lohan dopiero zaczęła błyskać pierwszymi promieniami talentu u boku Jamie Lee Curtis. W Zwariowanym piątku obydwie udowadniają dwie rzeczy. Pierwsza, że pozbawiona dragów jest bardzo dobrą aktorką. Druga – że wiek nie odejmuje jej werwy w graniu. Krnąbrna Anna (Lindsay Lohan) na co dzień kłóci się z nauczycielem w liceum, potem ze swoim bratem, następnie z matką (Jamie Lee Curtis). Ukojenie znajduje w rockowej muzyce – gra w zespole. Kelnerka, widząc jak córka użera się z matką, daje im pewne zaczarowane ciasteczka. Ich moc zamienia ich ciała, by każda mogła docenić drugiej, w ten sposób rozumiejąc, że świat nie kończy się na ich problemach. Prosty filmik. Najlepsze jego walory zamykają się niestety na ciekawie ucharakteryzowanej Lohan – coś jak niezdecydowane emo – i ewentualnie muzyce. Ta przygrywane jest głównie z rockowego źródła, pojawiają się odpowiednio skowerowane, czyli spopowiałe, klasyki. Po tej produkcji wypłynęła także inicjatywa nagrania solowego albumu Lohan, wyciskając z niej ledwie zalążek dobrej wokalistki. Jamie Lee Curtis w roli zbuntowanej nastolatki też robi wrażenie. Zuch dziewczyny.

Tagi dodane przez profesora Dudka do tego kulturalnego wpisu:, , .